Gran Canaria | Lobos
W przedostatni dzień naszego wyjazdu zdecydowaliśmy się wykupić lokalną wycieczkę w jednym z lokalnych biur podróży. W domu zaplanowaliśmy, że będzie to zwiedzanie wyspy Lanzarote, jednak z powodu braku miejsc wybraliśmy malutką prawie bezludną wyspę Lobos, na której mieszka zaledwie 8 osób (jedna rodzina), nie ma żadnego sklepu, dostać się na nią można jedynie wodną taksówką a ludzie utrzymują się głównie z rybołówstwa oraz z gotowania obiadów dla wycieczek.
Z El Cotillo musieliśmy dostać się do większego miasta portowego Corralejo (dopiero po ośmieszeniu się przy kupnie biletu autobusowego dowiedziałam się że wymawia się to Koralejcho, a nie Koralejllo :D) na szczęście pod hotelem mieliśmy przystanek autobusowy, a bilet kosztował jedynie 2,80€ za osobę. Po dotarciu czekała już na nas przewodniczka wraz z kierowcą oraz jeszcze jedna młoda para z Norwegii. Podróż na wyspę wodną taksówką trwała ok.30 minut ale była to dla nas niezwykła frajda bo przez cały czas skakaliśmy na ogromnych falach.
W połowie drogi, gdzie kolor wody był aż cukierkowy zatrzymaliśmy się i nadszedł czas na karmienie ryb oraz nurkowanie.
Kiedy znaleźliśmy się już na Lobos podczas przygotowywania dla nas obiadu mieliśmy czas na zwiedzanie wyspy, bądź plażowanie, my wybraliśmy aktywną formę i wzięliśmy rowery. Po obiedzie kolejną atrakcją była nauka Paddle. Na początku szło nam ciężko, ale udało się bez wpadnięcia do wody :) Po powrocie postanowiliśmy zostać jeszcze w Corralejo i dzięki temu udało nam się zobaczyć w porcie gigantyczne płaszczki. Fantastycznie było zobaczyć te zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Ta wycieczka to był zdecydowanie strzał w dziesiątkę. Zobaczcie jakie cuda ludzie lepili z piasku. Zawsze jestem pełna podziwu dla takich talentów, bo moje rysunki nadal wyglądają jak w przedszkolu, a z piasku umiem lepić tylko babki..
Jeżeli chodzi o miasto Corralejo to już nam się tak bardzo nie podobało.. przepełnione knajpki i plaże, pełno straganów, turystów, hoteli. Jest to miasto typowo turystyczne, jest tam zdecydowanie więcej atrakcji, jednak dla ludzi, którzy tak jak my stawiają na spokojny odpoczynek i reset od życia w biegu polecam wybrać jakąś mniejszą miejscowość.
Podsumowując jeżeli planujecie urlop w październiku czy listopadzie a nie chcecie wydawać fortuny na podróż do krajów egzotycznych, Fuerteventura jest super wyborem. Ciepło, tanio, mili ludzie, pyszne jedzenie.
- 650€ samolot z Frankfurtu nad Manem + transfer z/na lotnisko oraz pociąg do Frankfurtu + Hotel All Inclusive ( fantastyczny, przepyszne jedzenie, z całego serca polecam hotel Cotillo Beach! )
- 40€ wycieczka + 5,60€ bilet autobusowy w dwie strony ( wycieczka zawierała przejazd, nurkowanie, obiad, wypożyczenie całego sprzętu, nauka Paddle oraz zdjęcia, o których my niestety zapomnieliśmy przez co żadnych nie mamy..)
- BARDZO TANIE SĄ PAPIEROSY. Jeżeli palicie to paczkę kupicie już za 2,50€ !
- BARDZO DROGIE SĄ FILTRY DO OPALANIA. Lepiej wziąć zapas ze sobą, ponieważ za małą buteleczkę zapłacicie od 11€
- We wszystkich barach i restauracjach kufle do piwa trzymane są w zamrażarkach. Pierwszy raz się z czymś takim spotkaliśmy, dostajecie piwo w lodowatej, zamarzniętej szklance co przy takich upałach jest fantastycznym pomysłem.
- Przed wyjazdem lepiej sprawdzić czy region do którego jedziecie nie jest wietrzny, ponieważ u nas akurat okropnie wiało a ja niestety nie miałam ze sobą kurtki przez co się rozchorowałam.
Koszt całej podróży za osobę:
Po za tym wydaliśmy na prawdę mało, ponieważ w hotelu mieliśmy super jedzenie i napoje. Kupiliśmy tylko kilka pamiątek, raz poszliśmy na shishe 12€, małą deskę surfingową Pani ze sklepu z pamiątkami wypożyczyła nam za darmo :)
Jeżeli chodzi o ceny w restauracjach czy sklepach to są przestępne, porównywalne do Niemiec: obiad ok. 5-10€, napoje ok. 2€
Komentarze
Prześlij komentarz